Ilekroć jestem w Camelsberg, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to miejsce skrywa wiele tajemnic. Można o nich usłyszeć wsłuchując się w szept szemrzącej Iny, szum fal jeziora Dąbskiego oraz drzew porastających niewielki pagórek z resztkami dawnego cmentarza. Miejsce przerażająco puste wypełnione dziwną energią która powoduje, że mimo wszystko chcesz tam być. Żeby tradycji stało się za dość przywitaliśmy poranek na południowym brzegu półwyspu. W celebrowaniu wschodu słońca towarzyszył nam Ulrich Finsterwalder wsłuchujący się w dźwięk migawek naszych aparatów fotograficznych.


zdjęcia: Marek Grum, Jan Monkiewicz, Tomasz Przywecki, Piotr Sokołowski
tekst: Tomasz Przywecki