Wezwani przez prastarego ducha naszych przodków udaliśmy się na Rugię. Naszym celem były przepiękny klif Arkony, które przegrywają walkę z synem Czarnogłowa i Białobogi. Wodo postanowił zabrać święte miejsce Ranów. Zastanawiał nas powód gniewu Wodo. Gdy spojrzałem z klifu na Bałtyk wszystko stało się jasne. Śródziemne morze północnej Europy umiera, zamieniając się w słodkowodne zgniłe jezioro. Bezpośrednią przyczyną śmierci są glony, które widać stąd jak okiem sięgnąć. Opalizujące plamy mogą zachwycić, a powinny raczej szerzyć trwogę. Mechanizm jest prosty, gruba warstwa glonów utrzymująca się na powierzchni wody i tuż pod nią odcinają dopływ światła słonecznego, niezbędnego do rozwoju podwodnej roślinności. Rośliny umierają więc, ulegając rozkładowi. Na dnie tworzy się martwa strefa śmierdzącego mułu, w którym mogą żyć jedynie beztlenowce. Brak roślinności powoduje redukcję populacji praktycznie wszystkich gatunków ryb. Została już przekroczona pewna bariera i odwrócenie tego procesu raczej jest niemożliwe. A kto za tym stoi? Czy to Matka Natura tak zdecydowała? Jak się domyślacie za tym stanem rzeczy stoi człowiek, który w pogoni za zwiększeniem wydajności rolniczej produkcji użyźnia glebę. Nawozy do tego użyte przedostają się do wód gruntowych, które ostatecznie trafiają do morza, tworząc idealne warunki do rozwoju glonów. Nawet gdybyśmy teraz przestali użyźniać pola uprawne we wszystkich nadbałtyckich krajach, to i tak oczyszczenie ekosystemu potrwało by dziesiątki, a może nawet setki lat, nie wspominając o tym, że obecne rolnictwo nie może istnieć bez chemii. Jedynym ratunkiem dla Bałtyku jest zwiększenie jego stale zmniejszającego się zasolenia. Jest możliwe, że wody Morza Północnego zasilą Morze Bałtyckie, jednak taka sytuacja zdarza się niezwykle rzadko, a czasu zostało niewiele. Czekamy na cud. Jeżeli się zdarzy, to Wodo na pewno zostawi w spokoju ziemię, która niszczy jego królestwo.


zdjęcia: Tomasz Przywecki, Jan Monkiewicz
tekst i opracowanie: Tomasz Przywecki

Dodaj komentarz