Ktoś o nim słyszał, ktoś go gdzieś widział, ale żadnych konkretów. Odkąd Komarzy Młyn popadł w niebyt, słuch po nim zaginął. Ekspedycja ratunkowa Łowców Świtów w pełnym składzie postanowiła ocalić od zapomnienia młynarza z Mückenmühle. Zaczęliśmy szczyptą magii i udało.

Akt pierwszy:

zamrażamy Przęsocińską Strugę. Wartki nurt, przypominający górski potok, który obmywa kamienie przyniesione tu przez lodowiec z dalekiej północy, dzięki fotograficznym zaklęciom udało się zatrzymać. Zatrzymać puszczański strumień to tak jak zatrzymać czas. Odwieczne marzenie człowieka dla Łowców Świtów jest czymś zupełnie powszednim.

Akt drugi:

pojawia się młynarz, który jest projekcją naszych wizji. Lekko zaspany, trochę zdziwiony próbuje ogrzać się płomieniem swojej lampy, przecież mamy listopad. Rozgląda się z niedowierzaniem, próbując zrozumieć co się stało z jego młynem, gdzie się podział staw z zastawką spiętrzającą wodę, gdzie jest pobliska gospoda wypełniona biesiadującymi gośćmi. Dla czego jest tu tak cicho, pusta brukowana droga prowadząca w górę usłana jesiennymi liśćmi, których wiatr tu nie posprząta zbyt zajęty buszowaniem w koronach drzew.  Na te wszystkie pytania jest tylko jedna odpowiedź: upływający czas, który co prawda potrafimy zatrzymać, ale dzieje się to tylko w naszej obecności. Niestety, zatrzymać tak, cofnąć nie. Dzięki temu istnieje duże prawdopodobieństwo, że młynarz z Mückenmühle zostanie z nami na dłużej i będzie brał udział w naszych fotograficznych plenerach.

Zobacz film backstage


zdjęcia: Bartosz Kuderski, Jan Monkiewicz, Tomasz Przywecki, Piotr Sokołowski, Marek Grum
tekst i opracowanie: Tomasz Przywecki

3 Responses

Dodaj komentarz